Menu

Grzechy Spartan (i nie tylko)

Cechy produktu

  • ISBN 9788363080143 
  • Autor Jan Kochańczyk 
  • Wydawnictwo E-bookowo 
  • Ilość stron 132 
  • Rok wydania 2012 

Opis

Najnowsze badania naukowe - z końca XX i początku XXI wieku - dowodzą, że w każdej populacji męskiej jest około 5 procent zdecydowanych homoseksualistów. Do nich należałoby zaliczyć także ponadto osoby uznające się za biseksualistów; to prawdopodobnie geje odczuwający dużą potrzebę kontaktów z płcią przeciwną (badania D. Hamera). Na dodatek prof. R. A. Lippa potwierdza tezę,równocześnie "homo", jak i "biseksualiści" posiadają podobne, damskie atrybuty psychiki, wynikające zapewne z nadmiernej feminizacji płodów męskich w czasie ciąży. Dopiero w drugiej połowie XX wieku przeprowadzono miarodajne badania dotyczące zachowań homoseksualnych na pokaźnych, reprezentatywnych grupach. Okazało się, że około 20 proc. Panów przyznawało się do dających satysfakcję kontaktów i fantazji seksualnych z innymi mężczyznami. Niebanalne rezultaty przyniosły także badania nad homofobią, czyli patologicznym lękiem przed homoseksualistami. Dawniej już Freud twierdził, że jednostka reaguje aktami paniki i gniewu, gdy ukryte skłonności jej samej mogą wyjść z mroków podświadomości na światło dzienne. Teorię taką potwierdziły naukowe eksperymenty prof. H.E. Adamsa z Uniwersytetu Georgia w roku 1996. Badano reakcję (stopień podniecenia) narządów płciowych panów, deklarujących wrogość wobec homoseksualizmu. Okazało się wprost, że... Mają erekcję na widok męskich narządów płciowych i scen miłości homoseksualnej (por. Barbara Pilecka - "Psychospołeczny kontekst homoseksualizmu"). Potwierdzone zostały ustalenia nowatorskiego raportu Kinsleya, że wyłącznie ok. 50 proc. Populacji nawiązuje kontakty seksualne tylko z osobami płci przeciwnej. Potwierdzone także freudowskie hipotezy o roli wychowania w genezie wielu zachowań seksualnych jednostki. Brak interesującego wzorca męskości w dzieciństwie może u chłopca prowadzić do nadmiernej bierności. Psycholog Bieber w badaniach przeprowadzanych w roku 1972 nie znalazł w licznej grupie homoseksualistów ani jednego przypadku korzystnej relacji młodego mężczyzny z ojcem. Regułą była też silna więź uczuciowa z matką i uwikłanie w konflikty między rodzicami. Ojciec nierzadko wykazywał zazdrość o miłość matki do syna. Koncepcje Freuda w swoisty sposób modyfikują dziś nawet niektórzy moraliści katoliccy. Uważają, że podporą dla młodych mężczyzn może być Autorytet Najwyższy. Ojciec Józef Augustyn, jezuita, pisał w szkicu zamieszczonym w książce "Kościół wobec homoseksualizmu": "Doświadczenie Ojca niebieskiego staje się dla osoby homoseksualnej, najczęściej głęboko zranionej w relacji do swego własnego ojca, wspaniałym lekarstwem". Kościół nadal traktuje homoseksualizm jako wynik nieodpowiedniego wychowania młodego człowieka. Powracają lubiane koncepcje psychologów: iż uzyskanie męskiej tożsamości poprzez chłopca wymaga oderwania się od matki, a jej dominująca rola przeszkadza w rozwoju dojrzałości. Zdominowany syn nie może nawiązać korzystnych relacji z innymi kobietami. Wychowanie może wzmacniać albo osłabiać pewne parametry. Decydujące znaczenie posiadają jednak geny! Coraz więcej naukowców wskazuje na wrodzony charakter zachowań seksualnych. Na przykład: Specjaliści od neuropsychologii pod koniec minionego stulecia wykryli różnice w budowie mózgów osób o różnorodnej orientacji seksualnej. Na zachowania ich mają istotny wpływ cechy genetyczne (a odziedziczalność orientacji homoseksualnej u mężczyzn wynosi 30 procent; u kobiet jest jeszcze wyższa). Wszystko zaczyna się od mózgu. Homoseksualni mężczyźni wykazują pewne właściwości feminizacji mózgowia. Mimo tej feminizacji, ich zachowania posiadają także dużo cech wspólnych z samczymi upodobaniami "supermenów" (silniej niżeli kobiety reagują na erotyczne bodźce wzrokowe; większe znaczenie przywiązują do młodego wieku partnera). Bardziej "żeńskie" są ich wrodzone cechy, wywołujące różnice w wykonywaniu zadań angażujących pamięć, myślenie i planowanie optycznie-przestrzenne. Na przykład: w wydajności trafiania do celu mężczyźni homoseksualni osiągali wyniki wyraźnie gorsze od mężczyzn heteroseksualnych, choć nie różnili się od nich ani wzrostem, ani budową, ani stopniem wytrenowania. Geje charakteryzują się mniejszym nasileniem agresji fizycznej i większym stopniem empatii aniżeli "hetero". Ich wzorzec agresji przypomina bardziej wzorzec damski niż u heteroseksualnych mężczyzn. Współczesne badania i teorie naukowe dotyczące orientacji seksualnej przedstawił zwięźle Arkadiusz Brzask w pracy "Homoseksualizm u mężczyzn. Aspekty psychologiczne, psychiatryczne i ewolucyjne". Z badań wynika, iż orientacja jest wrodzona, kształtowana przez geny i rozwój płodu w czasie ciąży. Wychowanie może potem ujawnić albo częściowo tłumić orientację, ale jej nie zmieni. Jak pisze autor książki: "Możliwości korekty orientacji jako właściwości trwałej i głęboko uwarunkowanej są właściwie żadne. Uważamy zatem,nowoczesnanie wychowawcze wobec młodzieży zorientowanej homoseksualnie winno być raczej nastawione na wychowywanie społeczeństwa w duchu różnorakości zachowań seksualnych człowieka, aniżeli na traumatyzującej psychicznie próbie zmiany orientacji [...]. Nie ulega żadnej wątpliwości fakt, że orientacja homoseksualna kształtuje się u mężczyzn pod wpływem interakcji czynników genetycznych i oddziaływania przeróżnych czynników (nieznanych) na wewnątrzmaciczny rozwój płodu." "Stuprocentowych" homoseksualistów jest w każdej populacji mniej więcej tyle samo. W niektórych środowiskach zachowania homoseksualne mogą być jednak częstsze niżby wynikało z wrodzonych skłonności. Odizolowane od kobiet grupy żołnierzy stanowiły poprzez lat tysiące swojego typu zakony rycerskie. Męska przyjaźń miała w nich nieraz posmak erotyczny. W pewnych kulturach "miłość kwitła", była akceptowana, opiewana przez poetów, sławiona poprzez filozofów. W innych - obrzucana klątwami, straszona ogniem piekielnym, chowana pod korcem. W niepowtarzalnej sytuacji był kojarzony z Cerkwią rycerski zakon Kozaków; w istocie pogański - skupiał "grzeszników bez winy". Hajdamacy dekalogu nie znali, choćby ze słyszenia. Wmówiono im jedynie w pewnym czasie, że są obrońcami prawosławia, a udało się to dzięki czemu, iż katoliccy panowie Ukrainy jawili się jako zagrożenie dla swojaków, tych "naszych", skupionych wokół chłopskich cerkwi. Kiedy Kozacy walczyli z katolikami - sławiono ich. Kiedy się przyjaźnili - już nie. Moraliści różnorodnych epok za każdym razem wiedzieli swoje: bić się, mordować, łupić wrogów - to korzystnie! Jeżeli natomiast ktoś tam chciałby się po kryjomu całować? - Zgroza! Jan Kochańczyk Dziennikarz. Absolwent Uniwersytetu Śląskiego (polonistyka). Od roku 1975 - redaktor ogólnopolskiej gazety "Sport" (Katowice). Droga zawodowa: od korektora do zastępcy sekretarza redakcji, kierownika działu publicystyki i szefa redakcji dodatków barwnych. Publikacje dotyczące przeważnie sportów lotniczych, lekkoatletyki, pływania i problemów ruchu olimpijskiego. Nagrody dziennikarskie i literackie - miedzy innymi "Grand Prix" prezesa koncernu prasowego RSW (Warszawa) za proces publikacji dotyczących sportu zawodowego w krajach socjalistycznych (1989). Polskie opinie i dyskusje odbiły się wtedy echem także w Związku Radzieckim (epoka pieriestrojki Gorbaczowa) i przyspieszyły reformy ruchu olimpijskiego po naradzie na Kubie. Nagrody w konkursach na artykuły i opowiadania sportowe. Od 1991 roku - zastępca redaktora naczelnego tygodnika filmowego "wyświetlacz", przeniesionego w tym czasie z Warszawy do Katowic (Grupa "Fibak - Noma - Press"). Od 1994 - zastępca redaktora naczelnego tygodnika "Panorama". Współpraca z katowickimi redakcjami "Dziennika Śląskiego", "Wieczoru", "Integracji Europejskiej" i in. Wydania książkowe - m. In. "Filmowe skandale i skandaliści" ("Twój styl", 2005), a także "Ścigany Roman Polański" (część biograficzna).

Opinie - 0 opinii

+ Dodaj opinie

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.