Menu

Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżujących kobiet - ebook

Opis

„Jadę sobie" to opowieść w dwóch częściach o półrocznej samodzielnej podróży poprzez Azję.

Część pierwsza, utrzymana w konwencji blogu, jest opisem niespiesznej wędrówki z perspektywy wtapiającej się w egzotyczny tłum przenikliwej obserwatorki. To opowieść o codzienności w Indiach, Wietnamie, Kambodży czy na Borneo, o ludziach spotkanych po drodze, drewnianych autobusach, przydrożnych knajpach. O przybyszach dziwiących się życiu miejscowych, miejscowych zdumionych obyczajom przyjezdnych i wreszcie o tym, jak mimo inności próbują się nawzajem zrozumieć.

Część druga, zatytułowana „Jadę sama", to kompendium wiedzy dla pań (i nie tylko) marzących o dalekich podróżach. Wyszukacie w niej m.in. Odpowiedzi na pytania: dlaczego nie należy się bać pierwszego samodzielnego wyjazdu, gdzie znaleźć porządny hotel i jak za niego nie przepłacić, gdzie trzymać pieniądze, jak to jest podróżować nocą w wagonie pełnym mężczyzn, ale także – czy można nabyć miejscowe kosmetyki albo pójść do miejscowego fryzjera.

Od Autorki:

Pewnego dnia kupiłam bilet (tani, bo za pośrednictwem białoruskich linii lotniczych), spakowałam plecak (9 kg na pół roku; było mniej, ale w ostatniej chwili dorzuciłam moskitierę i całe szczęście – bez nie ma szans w walce z robakami) i wyjechałam do Azji. Nie byłam tam nigdy wcześniej, nigdy nie podróżowałam też sama, nie miałam żadnych rezerwacji. Nikt, chyba łącznie ze mną, nie wierzył, iż nie ucieknę z powrotem najdalej po dwóch tygodniach.

Nie uciekłam. Przejechałam, zobaczyłam, wróciłam.

Po powrocie ludzie zwykle zadawali mi dwa pytania: czy byłam tak niezwykle zdesperowana, iż zdecydowałam się odejść z pracy i wyjechać i czy ta podróż mi coś dała? Przed wyjazdem pracowałam kilkanaście lat w "Gazecie Wyborczej" i "Metrze", w tym drugim też kierowałam redakcją. Nie byłam zdesperowana. Odeszłam nie dlatego, iż postanowiłam wyjechać, ale kiedy się nad tym odejściem zastanawiałam, na „tak" przeważyła właśnie możliwość podróży. Chciałam jechać, bo za każdym razem zazdrościłam ludziom z Zachodu, że mogą sobie zrobić tzw. „przerwę w karierze" i zobaczyć świat, na co w Polsce wszyscy pukają się w głowę. Mnie zresztą przed wyjazdem najłagodniej kwitowano stwierdzeniem „odbiło ci". Poza tym zawsze ciągnęło mnie w egzotykę, ale nikt z moich znajomych nie rusza się poza Europę, a wycieczek zorganizowanych nie lubię. I tak w końcu zdecydowałam się jechać sama. Co mi to dało? Zobaczyłam kawałek świata, poznałam wielu ludzi, a głównie wiem, że aby wyjechać trzeba tylko trochę odwagi i trochę pieniędzy – cała podróż zamknęła się kwotą 16 tys. Zł.

perfekcyjnie się czyta, bo to właśnie spełnienie marzenia niejednego, niejednej z nas, by świat odległy o setki kilometrów obejrzeć od podszewki, a nie od strony uładzonej wycieczki. Niemało odwagi trzeba, by tak "iść, sobie iść w stronę słońca", olśniewając się innością, walcząc z lękiem, obrzydzeniem czy upałem, a przy...

Opinie - 0 opinii

+ Dodaj opinie

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.