Menu

w kierunku nowej polityki energetycznej tom 1

Cechy produktu

  • ISBN 9788364541445 
  • Wydawnictwo FNCE 
  • Ilość stron 420 
  • Rok wydania 2020 

Opis

Zależność naszej cywilizacji od zaopatrzenia w energię jest kompletna. Żaden z jej elementów nie może bez niej istnieć. Doszliśmy do momentu, w którym szeroko pojęty kanon tych dostaw determinuje jakość życia mieszkańców naszej planety.

Jest czynnikiem decydującym o poziomie rozwoju technicznego, gospodarczego, kulturowego, a nawet o stanie relacji międzyludzkich. Stała się prawidłowem egzystencjalnym, czyli takim, bez którego nie jesteśmy w stanie się rozwijać, a to, co stworzyliśmy, przetrwać, stąd również dbałość o zapewnienie trwałego i pewnego dostępu do niej.

Dotąd nasze zabiegi koncentrowały się na zabezpieczeniu dostępu do paliw kopalnych, a wysiłki ukierunkowano na to, aby koszt ekonomiczny zaspokojenia naszych potrzeb był w tym przypadku realnie najniższy.

w konsekwencji rośnie konsumpcja, a wraz z nią podaż. Dynamika tego procesu niesie za sobą szereg wątpliwości związanych z celowością tej drogi rozwoju. Coraz częściej pojawiają się sugestie o jej zbliżaniu się do końca.

Nakładają się na to problemy związane z zatruciem środowiska naturalnego i zmianami klimatycznymi. Nie można ich ignorować. Choćby jeśli marginalizujemy antropogeniczny wymiar ostatniego z wymienionych aspektów, to absurdem byłoby negowanie pierwszego.

Jakość powietrza, którym oddychamy, czy wód, które wykorzystujemy w życiu codziennym, musi budzić niepokój. Dezaprobata wobec dalszej degradacji otaczającego nas ekosystemu jest zjawiskiem powszechnym.

Troska, pragnienie chronienia go i niewyrządzania w nim świadomie szkód z wolna stają się standardem także w Polsce. Dbałość ta w przeważającej mierze sprowadza się jednak do tych aspektów, które są dostrzegalne przez nasze zmysły.

Przeszkadzają nam rzeczy i zdarzenia, które zaburzają harmonię, jaką skłonni jesteśmy dostrzec w środowisku przyrodniczym. Razi nas zatem niepożądany zapach, który w danym miejscu nie powinien występować.

Hałas powoduje dyskomfort, a porozrzucane śmieci czy kłęby dymu spowijające ulice godzą w nasze dobre samopoczucie. Niechęć i odrazę odczuwamy, dotykając lepkich osadów będących efektem złego spalania produktów naftowych.

Nie każdy przejaw krzywdzącej dla natury aktywności człowieka rejestrowany jest poprzez zmysły. Co z tym, czego nie możemy dostrzec, poczuć, usłyszeć czy dotknąć?części, których nie doświadczamy bezpośrednio, nader niejednokrotnie skłonni jesteśmy ignorować.

Pozostają czynnikami, które nie pociągają za sobą spontanicznej reakcji. Ich oddziaływanie jest bardziej ograniczone. Wbrew nazwie naszego gatunku i wiedzy, jaką udało się nam posiąść, wyobraźnia i poznanie intelektualne problemu nie znajdują swojego ujścia w działaniu.

Sama świadomość niczego tu nie zmienia. Członkowie organizacji proekologicznych obradują w klimatyzowanych pomieszczeniach, przedstawiciele partii programowo dbających o środowisko naturalne apelują o wyłączanie zbędnego oświetlenia w lokalu, a następnie zamawiają lody, których produkcja i przechowanie pochłaniają dziesiątki razy więcej energii aniżeli wspomniane oświetlenie etc.

Przykłady takie można mnożyć w nieskończoność. Konkluzja pojawia się jedna. Nie wydaje się, byśmy byli gotowi ratować naszą planetę kosztem wyrzeczeń związanych z redukcją komfortu życia, jaki dotąd sobie zapewniliśmy, przy okazji ją niszcząc.

Zdecydowanej większości z nas mentalnie nie stać na takie poświęcenie i nie podejmie się go dobrowolnie. Przynajmniej jeszcze nie dzisiaj. Prawdopodobnie, kiedyś będziemy do tego skłonni, lecz co z najbliższą przyszłością? Czy możemy czekać bezczynnie?Zachowanie dotychczasowych standardów także nie wydaje się być stosownym rozwiązaniem.

Przyczyni się do dalszej destrukcji naszego otoczenia przyrodniczego z jednej strony, natomiast z drugiej będzie skutkowało szybszym tempem kurczenia się rezerw naturalnych ascetycznców energetycznych. Obawy te towarzyszą nam od lat.

Stały się częścią codzienności. Przed półwieczem zasoby ropy naftowej szacowano na 50 lat. Przed ćwierćwieczem było podobnie i przez dekady oceniano je jako wystarczające na taki sam czas. Nihil novi sub sole? Co do tego można mieć poważne wątpliwości.choćby jeśli przyjmiemy stan ich zasobów geologicznych jako wystarczający na tak długi okres, to i tak problem topnienia zapasów pozostaje i co więcej już teraz wymaga zajęcia się nim.

wyróznione wielkości dotyczą bowiem wszystkich istniejących złóż, równocześnie tych łatwo-, jak i trudnodostępnych. Z przyczyn czysto ekonomicznych absolutnie nikt nie eksploatuje tych ostatnich, posiadając dostęp do pierwszych z wymienionych.

na skutek czego złoża nienastręczające trudności w wydobyciu ulegną wyczerpaniu tym szybciej im większe będzie zapotrzebowanie na paliwo, którego dostarczają. Sięganie do nowych rezerw w przeważającej mierze oznacza dotarcie do ascetycznca położonego w miejscach, z których wyciągnięcie go na powierzchnię jest bardziej kłopotliwe i trudniejsze.

To przekłada się też na jego wyższą cenę. Bez wątpienia nie wzrośnie ona nagle. Będzie się podciągała stopniowo w tempie, w jakim napoczynać będziemy złoża dotąd nieeksploatowane. Brak drastycznych zmian będzie czynnikiem neutralizującym odczuwalność rozszerzonych kosztów.

Jednym z podstawowych ich determinantów okażą się nasze nawyki. Jesteśmy skłonni płacić za paliwa więcej, tj. Kreować wyższe koszty transportu, ogrzewania, oświetlenia etc., byle tylko nie rozstawać się z dotychczasowym stylem życia.

Robimy to, znając zagrożenie wynikające z tej postawy i posiadając świadomość tymczasowości takiego postępowania. Nie jesteśmy w stanie zapobiec konieczności zmiany przyzwyczajeń, lecz staramy się przesunąć ten moment w czasie tak daleko, jak to realne.

Pytanie, dlaczego tak bardzo wzbraniamy się przed tym, co i tak uczynić musimy, dotyczy ludzkiej natury. Wyczerpujących odpowiedzi dostarczy nam każdy podręcznik psychologii społecznej. Nie jest to wiedza reglamentowana.

Są to te same przyczyny, które leżą np. U źródeł absencji w demokratycznych wyborach, a więc przeniesienie odpowiedzialności na innych i brak wiary we wpływ wysiłku jednostkowego na losy ogółu. Nakłada się na to pula okoliczności właściwych dla prokrastynacji.

Leki przed porażką, bezradnością, izolacją etc. Chęć utrzymania dotychczasowego systemu wartości, perfekcjonizm…Waga i ranga problemu nie umożliwia dalsze trwonienie czasu. Ma on bowiem wymiar egzystencjalny i to w każdym rozumieniu tego terminu.

w przypadku części społeczeństwa negującego bądź marginalizującego znaczenie wpływu działalności człowieka na globalne ocieplenie znajduje swoje odzwierciedlenie we wzroście cen ascetycznców energetycznych wynikającym z nadmienionych ograniczeń zasobów naturalnych, do których dostęp nie jest skomplikowany, a co się z tym łączy pozwala na tanie ich wydobycie.

Dla pozostałych jest próbą zachowania życia na naszej planecie takim, jakie znamy. Bez względu na pobudki i motyw, potrzeba działania stanowi idee integrującą jednych i drugich. Nie brak również takich, którzy w zmianie kultury energetycznej upatrują szans rozwoju gospodarczego i skłonni są przypisywać jej rolę narzędzia zezwalającego na ożywienie rynku i wprowadzenia go w stan długookresowej prawidłowej koniunktury.

I oni nie są rzecznikami dalszego utrzymywania stanu istniejącego. Kluczowego znaczenia nabiera dobór kierunku działania. Poprawa skuteczności farm wiatrowych i solarnych, świeże spojrzenie na wodór jako funkcjonalny nośnik energii, pełniejsze użycie biomasy i produkcja biopaliw zdają się być perspektywicznymi rozwiązaniami.

Czy któreś z nich ma większe od pozostałych predyspozycje, aby stać się wiodącym źródłem? Jakie nadzieje możemy z nimi wiązać? W jakim stopniu OZE mogą już dziś zabezpieczyć nasze potrzeby? Na jakim etapie rozwoju znajdują się nowe technologie z nimi związane i kiedy możemy spodziewać się zakończenia prac nad każda z nich?

Opinie - 0 opinii

+ Dodaj opinie

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.