Menu

Listy do siostry 18961933 (opr. twarda)

Cechy produktu

  • ISBN 9788375655872 
  • Oprawa twarda 
  • Autor Zofia Moraczewska 
  • Wydawnictwo LTW 
  • Ilość stron 912 
  • Rok wydania 2019 

Opis

"Pytasz, co robię? O niczym innym nie mówię, nie myślę, nie troszczę się, tylko o Kaziu, od rana do nocy i przez całą noc - bo śpię b. Niewiele. Udało mi się przecież wywołać ruch i zainteresowanie publiczne sprawą jeńców.

Wszystkie artykuły, wzmianki i notatki pojawiające się w dziennikach są wyłącznie moim dziełem, bo albo sama je piszę, albo zmuszam ludzi do pisania. Tu odbyły się 2 wiece publiczne - wybrano delegację, która poszła do Piłsudskiego, Trąmpczyńskiego, Witosa, Daszyńskiego, Sapiehy i wiceministra spr.

zagr. Dąbrowskiego. Wszędzie sama mówiłam i coś niby się robi, ale strasznie to leniwo i ciężko idzie. Mój Boże - przecież ci ludzie w niewoli, to już wyrzuceni poza nawias - nikomu niepotrzebni - więc kto się o nich troszczy.

Mam żal do Piłs[udskiego]: za lekkomyślne organizowanie pułków ochotniczych i za zmarnowanie młodzieży! Żal tak głęboki, że nie mogłam brać udziału w uroczystościach na jego cześć - odmówiłam współudziału.

To trudno, nie umiem się wznieść tak wysoko jak mężczyźni. Mam żal i do J[ędrzeja] nad wyraz ciężki. Nie chciał i nie umiał zaopiekować się Kaziem, gdy szedł do walki. Wszyscy wokoło to robili - a on dla swojego dziecka nie miał chwili czasu!

List z 11 listopada 1920 r. Biorę pióro do ręki - po 42 latach milczenia! Chcę w kilku krótkich słowach zapisać, iż wszelkie marzenia moje się spełniły i długie, wspólne nasze życie minęło jak sen… teraz już jestem starą kobietą - niedługo skończę 69 lat!

Były w moim życiu przejścia ogromnie ciężkie: śmierć najstarszego naszego synka - Tadzia, który miał zaledwie jeden rok życia, gdy umierał na szkarlatynę, bohaterska śmierć na polu walki w wojnie z bolszewikami w r.

1920 drugiego z kolei syna, 16-letniego gimnazjalisty Kazia, który spoczywa we wspólnej bratniej mogile w Nowogrodzie p. Łomżą, śmierć tragiczna siostry, szwagra i Mamy, którzy odebrali sobie życie w r.

1912, i śmierć nagła ukochanego Ojca - ale poza tym - życie było pełne, bujne i szczęśliwe. Wypełniła je po brzegi praca społeczna, dająca niezmiernie niemało radosnych, dobrych, szczęśliwych dni! teraz, gdy ponura rzeczywistość - wojna - przerwała tę pracę, może już na za każdym razem, wracam do niej myślą - szczęśliwa, iż właśnie tak, a nie inaczej upłynęło nam obojgu życie.

Z dziennika, 8 kwietnia 1942 "

Opinie - 0 opinii

+ Dodaj opinie

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.